Nasze zdjęcia
Troszkę prześwietlone, ale ładnie
Paula, dusza romantyczki się ujawnia?

Jeszcze się tutaj nie ujawniałam, tak dla rozpoznania:
Klik
Klik II

strój ludowy bułgarski

     

  SZUKAJMY KOGOŚ NA REPREZENTANTA POLSKI W 2008
Zakopower - już sobie wyobrażam ten występ:
- wszyscy muzycy ubrani w ludowe góralskie stroje
- wesoła, żywiołowa piosenka wpadająca w ucho
- tekst po polsku
- obok zespołu para tanczy tradycyjny góralski taniec
i finał nasz. wiele państw, które prezentują swoj folklor wchodzi do finalu i zajmuję wysokie miejsca - choćby Bułgaria'07 (5 miejsce - 157 pkt.)

  Ciekawostki Dropsa (intro)
Płacą za "obrabowanie"
16.11.2004
Anglicy i Holendrzy chętnie płacą w Bułgarii po 25 euro za "obrabowanie" ich w rejonie górskich przełęczy Starej Płaniny, w stylu, w jakim rabowani byli podróżni przez bułgarskich rozbójników przed dwoma wiekami.
Rabowanie turystów, łącznie z uprowadzaniem ich żon, organizuje firma turystyczna z miasta Trojan w środkowej Bułgarii.
Firma dba o autentyczność: grupy turystów przejeżdżają na koniach i osłach wąskimi górskimi przełęczami, tak jak dawniej robili to kupcy, wracający z towarem ze Stambułu. Bagaże niosą muły. Rozbójnicy są ubrani w stroje ludowe. Turyści nie znają szczegółów scenariusza "napadu".
Obrabowanych "zbójcy" przyprowadzają do miejscowości Hajduszka poliana (Rozbójnicka polana), gdzie dawniej rozbójnicy dzielili łupy. Tam czekają już na nich "uprowadzone" żony. Tam też co bardziej znerwicowani turyści mogą uspokoić swoje nerwy, popijając rakiję i częstując się tradycyjnymi daniami przy ognisku.
Organizatorzy "porwań" twierdzą, że imprezy cieszą się dużym powodzeniem. Klientami najczęściej są Anglicy i Holendrzy, ale nie brakuje też Bułgarów.

(PAP)
  

  KB Galeria Warszawa
... I kupiłam sobie bulgarski strój ludowy



Do biegania?

     

  KB Galeria Warszawa
Beauty&Beast napisał(a): ... I kupiłam sobie bulgarski strój ludowy



Do biegania?

No, jest to jakis pomysł

  KB Galeria Warszawa
Ufff, mam chwilkę i jeszcze nie padam na nos (mam deficyt jednej nocy), to spróbuję cos napisac o Bułgarii, zwłaszcza po tym, jak dzisiaj przez telefon pierwszy mnie zapytał o formę dośc groznie...

Będzie chyba długo, ale co tam... Przeczytacie

Lot do Bułgarii miał trwac dwie godziny. W lekkiej panice o 19 zamawiałam taksówkę na lotnisko (bo było napisane, że o 20.30 zbiorka ... ). Odstalismy zatem ponad godzine w kolejce (ale na poczatku kolejki, a nie na koncu), odebralismy bilety, potem nadalismy bagaż i poszliśmy sie włóczyc po strefie bezcłowej. Po 40 minutach włóczenia stwierdzilam że jeszcze godzina do samolotu, to może już stanę do odprawy... I wtedy przyszła miła pani, która zapytał kto do Warny i oznajmiła, że samolotu nie będzie. To znaczy będzie, ale o 6 rano... Poczułam jak zaczynają się koszmarne wakacje... Ale nie, pani oznajmiła, że zaraz podjadą autokary, odwiozą nas do hotelu Gromada i rano przed 5 przywiozą z powrotem. Jak ktoś chce odebrac bagaż, to może, ale nie musi. Większośc nie chciała, pokłusowaliśmy do tego autobusu. Ja w odruchu samozachowawczym wpadłam do kiosku po dwie szczoteczki i pastę (jak się okazalo - słusznie, bo kiosk w hotelu swiecił zamknietymi drzwiami). Nawet kolacje nam dali w tym hotelu. Śniadania już nie. O 5 bylismy z powrotem na lotnisku. W kolejce do odprawy dwie osoby przede mną stała niejaka Katarzyna Figura, ktora live o 5 rano wygląda lepiej niż w telewizji, a poza tym miałam okazje stwierdzi, że ma cholernie zgrabne nogi. Samolot odnotował jeszcze mały obsuw, ale o 6.30. udało nam się wyleciec.

W każdym razie przed południem w poniedziałek bylismy już rozpakowani w hotelu Hotel był opisany jako centrum spa, z basenem odkrytym , krytym, silownią i innymi takimi. No owszem, basen odkryty był, całkiem przyzwoity i nawet chyba wymiarowy (sądząc po czasie w jakim przeplywałam długości). Kryty był mniejszy i jakiś dziwny, odpuściłam sobie (bez żalu, było cieplo), a silownia była wielkości mojej sypialnie i stały w niej: bieżnia jedna, dwa rowery, orbitrek (lepszy mam w domu) i jeszcze jedno coś dziwnego podobnego do roweru. Na dodatek wejście na silownie było płatne dodatkowo - i to nieważne czy na 15 minut czy na godzine czy na dwie. Probowalam wynegocjowac rabat na codzienne wejścia, ale pan recepcjonicta sprawiał wrażenie, że mnie nie rozumie. Poszłam raz, spędziłam 20 minut na biezni i więcej nie wróciłam.

Drugiego dnia, czyli we wtorek, poszłam pobiegac. Ha, ha, ha. Po pierwsze, przy tamtej temperaturze musialam wstac i wyjsc o 6, czyli 5 naszego czasu. Brrr. Zaraz potem okazało sie, że najdłuższa prosta w tym miasteczku ma jakieś 700-800 m. I prowadzi po asfalcie :/ A po pól godzinie zwiedzanai zapleczy hoteli i jakichś dziwnych ścieżek żołądek odmówił mi wspolpracy i musiałam wrócic. Po południu dotarła do mnie bolesna świadomośc - owszem, jestem nad morzem, ale w górach. Prosta ma może i 800 m, ale prosta nie jest plaska. Przez cały pierwszy tydzień nogi mnie potwornie bolały. Ale nie dalam się. W czwartek pobiegłam wzdłuż trasy szybkiego ruchu do Zlotych Piasków (jakieś 5 km w jedną stronę), w sobotę znowu obiegałam lokalne ścieżki i sciezynki. Obsługa basenu w hotelu nas znielubiła, bo jak wrazałam po takim ponadgodzinnym wybieganiu, to TZ już byl na basenie, a ja szybciutko przeskakiwałam w kostium i 20 długości - a oni własnie schodzili czyści basen... W dni kiedy nie biegałam - pływałam jakiś kilometr. W basenie rzecz jasna. Bo potem jeszcze pływałam w morzu, ale to tak już zupelnie lajtowo
W poniedzialek na początku drugiego tygodnia odkryłam prostą, ktora liczyla jakieś 200 m w jedna stroną, ale nie była na zapleczu hotelu tlko wzdluz morza. No to tam się przeniosłam i biegałam tam po pół godziny w kólko (znaczy, w agrafkę). Na drugim koncu deptaka znalazłam kółeczko nieregularne, też ze 300 m - i tak sobie biegałam jedno i drugie, w poniedzialek, wtorek, sobotę i niedzielę. I wstawałam co drugi dzien o tej ich 6 (naszej 5). Patrzyli na mnie jak na kosmitke. W sumie spotkałam może z 5 osób które biegały, jednego faceta bardziej regularnie - mijaliśmy się ze 3 razy. Jak na liczbę turystów - znikomo malo.
W drugim tygodniu zaliczyłam dłuższą przerwę, bo się wybrałam na wycieczkę jednodniową do Stambulu - a to oznaczało dwie noce w autokarze. I musiałam potem jednak odespac (śpioch jestem, co zrobic)

Poza pływaniem i jakimś tam małym bieganiem, zasuwaliśmy jeszcze na spacery - m.in. do fascynującego monastyru w Aładży. Dwa kilometry spaceru pod górę na pysk, co specjalnym wyczynem nie jest, ale poboczem drogi górskiej, na której trwal sobie normalny bułgarski ruch - to już mniej fajnie. Ale warto było. Ciekawe, że nasi piloci i rezydenci się nei zająknęli ani słowem, że pod bokiem jest coś takiego. Naprzeciwko hotelu był ogród botaniczny - też z górą w środku, normalny las, na jakieś 2-3 godziny łazenia. Myślałam że tam pobiegam, ale na noc zamykali niestety.

Zrobilismy chyba z 500 zdjęc, jak zrobię z nich jakąś sensowną galerię - wrzucę link. I kupiłam sobie bulgarski strój ludowy

  VI Międzynarodowe Warsztaty Pieśni Tradycyjnych
Fundacja OVO dla Kultury i Edukacji
zaprasza na:

VI Międzynarodowe Warsztaty Pieśni Tradycyjnych Europy Środkowo-Wschodniej
na Dolnym Śląsku

w 2 odsłonach:
I tura: 18-25 lipca
II tura: 29 lipca - 5 sierpnia

Miejsce: wieś Gaworzyce, woj. dolnośląskie, powiat polkowicki

Warsztaty adresowane są do pasjonatów śpiewu, również osób początkujących.

Mile widziane stroje historyczne

Głównym tematem są techniki śpiewu archaicznego/etnicznego z różnych kultur słowiańskich. Warsztaty śpiewu prowadzone są
przez uznanych specjalistów śpiewu
archaicznego - prekursorów nurtu muzyki autentycznej w krajach byłego ZSRR w latach 70. takich jak Drewo czy środowisko
ros.
zespołu Kazaczyj Krug.
Jednocześnie zależy nam na tym, by nasza impreza wpisywała się w strukturę miejsca, w którym ją lokujemy - w tym roku
będzie to wieś dolnośląska Gaworzyce (przedwojenne niemieckie Hwarzyce) - wieś przesiedleńców ze Wschodu, rodzinna wieś
jednej z autorek programu.
Warsztaty to również miejsce spotkań i wymiany doświadczeń różnych osób z Polski i zza granicy, których wspólnym
mianownikiem jest chęć pracy nad głosem w kontekście własnych działań twórczych. Dotychczas uczestnikami programu byli
młodzi oraz dojrzali ludzie z środowisk twórczych, studenckich i uniwersyteckich z Polski oraz zza granicy (Niemcy, USA,
Zimbabwe, Holandia, Łotwa, Ukraina, Białoruś). Dotychczas w programie wzięło udział ok. 500 osób w wieku od lat 6 do 70.
Patronat medialny nad programem sprawuje Polskie Radio - Radiowe Centrum Kultury Ludowej oraz portal internetowy
www.serpent.pl

W programie:
* praca z głosem i technikami śpiewu etnicznego
* nauka pieśni wielogłosowych i jednogłosowych z tradycji słowiańskich
* warsztaty rękodzieła tradycyjnego (wycinkarstwo, kwiaty z bibuły, frywolitka, koronkarstwo, tkanie krajek i pasów)
* spotkania i warsztaty z lokalnymi nosicielami tradycji - Góralami Czadeckimi z Koźlic - przesiedleńcami z Bukowiny
karpackiej
*dyskusje z udziałem ekspertów zza granicy "Nurt muzyki autentycznej w Polsce - geneza, stan obecny i perspektywy rozwoju.
Analiza rozwoju zjawiska w porównaniu z krajami Europy Wschodniej."
* filmy i prezentacje
* tańce i zabawy tradycyjne
* spotkania z ciekawymi ludźmi
* koncerty, Etnoparty i wieczory z muzyką folkową

Prowadzący warsztatów wokalnych (I i II tura):
* Irina Niekrasowa z Rosji - zespół Mieża - warsztaty pieśni rosyjskich dla grupy mieszanej(I) i kobiecej (II)
* Jewhen Jefremow z Ukrainy - zespół Drewo - warsztaty pieśni ukraińskich dla grupy kobiecej(I) i męskiej(II)
* Siergiej Olonkin z Rosji/Łotwy - zespół Ilinskaja Pjatnica - warsztaty dla grup kobiecych:
pieśni rosyjskich (I) i z białorusko-ukraińskiego Podlasia (II)
* Witold Kozłowski z Polski - OVO - warsztaty dla grupy mieszanej pieśni bułgarskich (I) i kobiecej pieśni polskich (II)

Zapisy:
do 19 czerwca 2006 r.

Organizator: Fundacja OVO dla Kultury i Edukacji
Koordynator: Marzena Motyl

Pełna informacja o warsztatach na stronie: www.ovo.art.pl
Kontakt: fundacjaovo@tlen.pl
tel. 071 792 68 68, 0 663 336 963